Dziś miało być o czymś innym. O owocowo-warzywnych
specjałach, którymi jestem karmiona w
miejscu mojego wypoczynku (przepisy zgodnie z obietnicą są
przygotowanie, zdjęcia czekają na publikację). Takie było założenie. Dzień
przyniósł jednak coś innego - wspomnienie św. Edyty Stein, obchodzone w liturgii
Kościoła. Nie potrafię przemilczeć tego wydarzenia, dlatego wpis będzie o niej - o kobiecie niezwykłej, kobiecie filozofie, kobiecie myślicielce, kobiecie świętej. (o Edycie Stein wypominałam na blogu już dwukrotnie: tutaj i tutaj). Chciałabym przypomnieć o jej drodze do
poznania Boga, o głębokiej duchowości, o kobiecym geniuszu. Bo to jest niezykle inspirująca historia życia.
Edyta Stein urodziła się we Wrocławiu w 1891 r., jako
najmłodsza z jedenastu dzieci głęboko wierzącej rodziny żydowskiej. W czasie
studiów utraciła wiarę, ale szczerze szukała prawdy i znalazła ją w Kościele
katolickim. W roku 1922 przyjęła chrzest, a w 1933 wstąpiła do klasztoru
karmelitanek w Kolonii. Ze względu na prześladowania hitlerowskie została
aresztowana i wywiedziona do Oświęcimia, gdzie ją zagazowano 9 sierpnia 1942 r.
Była jednym z najwybitniejszych myślicieli XX w., zostawiła po sobie
liczne dzieła filozoficzne i teologiczne. Dzielnym Niewiastom szerzej została
przedstawiona na tegorocznej
majówce dla kobiet przez prelegentkę Dorothy Cummings,
która wygłosiła konferencję "Teologia
kobiecości wg. św. Edyty Stein i
Jana Pawła II". Konferencja została przetłumaczona na język polski i
opublikowana na blogu. Zachęcam do lektury. I do trwania przy tej wielkiej świętej. Szczególnie w kontekście
dzisiejszego pięknego czytania z Księgi Ozeasza: "Na pustynię chcę ją wyprowadzić i mówić
jej do serca. I będzie Mi tam uległa jak za dni swej młodości... I
poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez
miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność..." (Oz
2,16b.17b.21-22). Pustynia, czyli miejsce naszego spotkania z Bogiem;
miejsce ciszy, w którym On daje usłyszeć siebie; miejsce osobistej modlitwy.
To, co martwe w nas, On ożywia; to, co puste, napełnia swą wszechmocą; to co
suche, zrasza deszczem łask. Może trzeba dziś nam wyjść na tę pustynię razem ze
św. Edytą Stein? Z tą, która w największym poniżeniu, w obliczu własnej śmierci,
zachowała moc i pokój ducha.
(fot. portable.tv)










