Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Single. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Single. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2015

Dla zasmuconych

Przesłanie dla każdego strapionego serca.

"A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata"
Mt 28,20



Projekt realizowany przez twórców strony internetowej List od Boga przy współpracy Pustyni Serc.

sobota, 28 marca 2015

By żyć pełnym sercem

Przesłanie dla każdej z nas:



Projekt realizowany przez twórców strony internetowej List od Boga przy współpracy Pustyni Serc.

piątek, 27 marca 2015

Tyle marzeń

Tyle marzeń do spełnienia. Tyle marzeń już spełnionych. A granica między jednymi a drugimi często jest tak delikatna, że prawie niezauważalna. Przechodzę przez nią niepostrzeżenie, mimowolnie i nie wiedząc kiedy, jestem po drugiej stronie. Zdarza się też, że pomiędzy niespełnieniem a spełnieniem stoi mur przez który trudno się przebić. Zatrzymuję się przed nim i uczę żyć z deficytem tego, czego tak bardzo pragnę. Zawieszona gdzieś pomiędzy, z zapaloną iskrą nadziei. Tak jak dzisiaj.

(fot.zszywka.pl)

Zaskakujące się ludzkie losy malowane ręką Stwórcy. Zaskakująca jest też moja droga i obraz jaki widzę, gdy oglądam się wstecz. Im jestem dalej, tym widzę więcej - każdy puzzel pasuje do pozostałych, żaden nie jest przypadkowy (choć w tamtych chwilach tak się nie wydawało). Obraz wyłaniała się piękny. Ale czy może być inaczej, skoro to dzieło Mistrza? Wszytko jest w nim na swoim miejscu, jest harmonia i sens.

Nie wszystkie marzenia muszą być spełnione, by było dobrze. Dzisiejsze niezwykłe spotkanie u Moniki i Pslam 18 z zapisaną obok datą: 27.07.2012 r. przypomniały mi o tym odkryciu sprzed lat. Kluczem okazały się cicho wyszeptane słowa: teraz już nie ja, teraz Ty... To one otworzyły drzwi do życia w spełnieniu pomimo wielu niespełnień. Bo gdy Bóg jest blisko, wszystkiego innego pragnie się mniej. On wypełnia pustki, On zstępuje w próżnię.

Czy tym razem przejście z jednej strony marzenia na drugą będzie możliwe? Nie wiem.
Biorę mój klucz (teraz już nie ja, teraz Ty...), otwieram drzwi i pozwalam się prowadzić.

"Miłuję Cię, Panie, Mocy moja,
Panie, Ostojo moja i Twierdzo, mój Wybawicielu"
(Ps 18,2)
______________________

A Daria i Monika już od 21:00 wędrują. I będą wędrować całą noc Ekstremalną Drogą Krzyżową.
Niezwykłe to. W przyszłym roku też się wybiorę.

środa, 29 października 2014

A jednak wcale nie jest tak prosto;)

Ten temat lubi powracać. Nie tylko na blogu, w życiu przede wszystkim. Od remontu do remontu (Kobieta niezamężna i remont mieszkania), od awarii do awarii (np. ta ostatnia związana z elektryką), od grubszej roboty po drobniejsze sprawy. Niby nic takiego - zwykłe codzienne zmagania. Jednak dźwigane w pojedynkę jakoś bardziej ciążą. A przynajmniej tak mi się wydaje. 


Jutro przyjeżdżają nowe meble - piękne, wymarzone, takie jakie chciałam - nic tylko się cieszyć. Ja jednak siedzę teraz w stresie i bez entuzjazmu zastanawiam się zrobić dalej. W ostatniej chwili okazało się, że najprawdopodobniej  jutro nie będzie miał mi kto wnieść ich na pierwsze piętro. Brat zajęty, szwagrowi wypadła nagła sprawa, każdy coś tam ma. Roztacza się czarna wizja, że będę musiała wnosić je we dwójkę z panem kurierem (o ile ten będzie na tyle uprzejmy, aby mi w ogóle pomóc). Sama myśl o tym jest przerażająca, bo to są ciężkie dębowe meble. Co tu zrobić? Najłatwiej byłoby za Scarlett O'Harą powtórzyć "Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro". Z tym, że ta taktyka za bardzo mi nie pomoże. Zdemotywowana patrzę na motywujący kubek na zdjęciu obok i myślę, że jednak trzeba się wziąć w garść. I że los współczesnych księżniczek nie zawsze bywa łatwy;)

"Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła *
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa *
i niech głoszą Twoją potęgę.
Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach *
i we wszystkich dziełach swoich świętych.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają, *
i podnosi wszystkich zgnębionych"
To słowa dzisiejszego Psalmu 145;)
(fot: tutaj)

środa, 20 sierpnia 2014

Pokochać siebie

"Podstawą do odnalezienia siebie jest umiejętność pokochania siebie, zaakceptowania siebie kawałek po kawałku, ze swoimi talentami i wadami, z historią swojego życia, ze schematami, w których się do tej pory żyło. Druga osoba nie jest w stanie dać pełnej akceptacji". To co napisałaś o tym, że jesteś szczęśliwa nie brzmi dla mnie jak banał, bo jest w Tobie coś takiego, nie wiem jak to nazwać, taki wewnętrzny pokój, radość która emanuje, może i mnie uda się taki stan osiągnąć...

(fot.lovingspring.pinger.pl)

To fragment maila, który wczoraj przysłała jedna z dzielnych niewiast - Jadzia. Wędrując po blogu, trafiła do zakładki Samotność i zatrzymała się tam na dłużej. W odpowiedzi napisała mail ze swoją refleksją, dotyczącą życia w pojedynkę, radości i smutków z nim związanych, trudu akceptacji siebie i swojej drogi. Jestem Jej ogromnie za to wdzięczna, ponieważ temat braku akceptacji siebie, poczucia odrzucenia oraz samotności serca, nie był poruszany na blogu od ponad roku. A przecież tak często pojawia się on w życiu wielu kobiet. Młodych i starszych, mężatek i niezamężnych, matek i bezdzietnych. 

Myślę, że warto powrócić do wpisów i komentarzy z tej zakładki, np do: Żyć z klasą na przekór przeciwnościom! czy Modlitwa nie idzie na marne - świadectwo Oli

W tym kontekście przypominają mi się także słowa o. Pawła Drobota CSsR, wypowiedziane podczas konferencji na jednym ze spotkań DN: Poczucie szczęścia, spokoju i wewnętrznej harmonii pochodzi z pełnienia woli Bożej, z zasłuchania się w Jego głos i osobistej odpowiedzi: "Panie, oto jestem, poślij mnie".

piątek, 11 lipca 2014

Uwielbiam!

Jestem w trakcie czytania książki "Moc uwielbienia". Przypominają mi się moje pierwsze kroki na drodze tej modlitwy, stawiane kilka lat temu w trudnym okresie życia. Zostałam wówczas zachęcona przez bliskie mi osoby do modlitwy uwielbienia Boga we wszystkim co mnie spotyka. Dziwiło mnie to i nie do końca rozumiałam, ale świat po osobistym trzęsieniu ziemi trzeba było jakoś uporządkować. Spróbowałam. Początkowo wbrew sobie, z drewnianymi ustami, z oziębłym sercem. Bez uczuć, bez emocji, bez większego zaangażowania. Ale równocześnie wytrwale, codziennie, uparcie. Po pewnym czasie zauważyłam, że ta modlitwa przywraca równowagę i spokój. Że porządkuje codzienność i uwalnia wzrok od księgi "skarg i zażaleń", którą wtedy regularnie zapisywałam. Doświadczyłam uzdrawiającej i uwalniającej mocy modlitwy uwielbienia. Dziś już chyba nie chcę się modlić inaczej. I tym chciałabym się z Wami podzielić. I podziękować Marysi, Klaudii i o. Pawłowi.

Z ludzkiego punktu wiedzenia modlitwa uwielbienia i błogosławienia Boga być może nie ma większego sensu. Wydaje się, że dużo bardziej skuteczna powinna być prośba i błaganie o wysłuchanie wszystkich naszych spraw (wszak Pan Jezus sam zachęcał "proście, a będzie wam dane" - Mt 7,7). Z tym, że ciągła modlitwa prośby, w pewnym etapie może prowadzić do zamknięcia serca na to, czego Bóg dla nas chce. Koncentracja na własnych niedostatkach, niespełnionych marzeniach, na tym, czego wciąż nam brakuje, może powodować bunt i odwrócenie się od Boga jako od tego, który nie spełnia naszych życzeń. Modlitwa uwielbienia natomiast odbudowuje tę zachwianą równowagę, przywraca Bogu właściwe miejsce w naszym życiu, powoduje, że nie skupiamy się na sobie i swojej liście spraw do załatwienia, ale na pięknie i niezwykłości Boga. Ona ucina strach, użalanie się nad sobą, rozdrapywanie ran.
(fot. gloria24.pl)

niedziela, 16 marca 2014

Dlaczego mnie to spotkało?

Po co mi to cierpienie? Dlaczego Bóg na to pozwala? Czym sobie na to zasłużyłam? Skoro jest tyle cierpienia, to czy Bóg w ogóle istnienie? - Takie pytania zadaje sobie wiele osób przeżywających chorobę, samotność, stratę bliskiej osoby, utratę pracy, etc. Nie znajdujemy odpowiedzi na to, dlaczego miłosierny Bóg do tego dopuszcza.

"Dlaczego mnie to spotkało?" - to książka, w której Anselm Grün pomaga znaleźć odpowiedź na te pytania i opisuje na podstawie konkretnych doświadczań, jak można sobie z nimi poradzić. Pokazuje, jak można przyjąć cierpienie i nauczyć się je rozumieć. To książka, która daje pocieszenie.
Będzie ją można wypożyczyć na spotkaniu DN w bibliotece Dzielnych Niewiast.

niedziela, 2 lutego 2014

Jonasz. Czym jest siła mężczyzny?

Było o Judycie i sile kobiety. Dziś będzie o Jonaszu i sile mężczyzny. Książka i płyty znajdują się już w bibliotece Dzielnych Niewiast, można wypożyczać na naszych comiesięcznych spotkaniach. Proponuję przeczytać. By lepiej zrozumieć naszych mężczyzn i wspierać ich w walce o prawdziwą, wolną od stereotypów męskość.

Ze strony księgarni gloria.pl: "Nie zdziw się, jeśli to nagranie wzbudzi w Tobie bunt i sprzeciw.Jeśli zaneguje prawie wszystko, co do tej pory uważałeś za podstawę bycia „męskim”. Przyjmij zaproszenie do heroicznej walki o prawdziwą, odartą ze stereotypów męskość. Posłuchaj o Jonaszu – uciekającym przed nakazami Boga i chowającym się pod pokładem, leniwym proroku, który okazuje się wskazówką do odkrycia jaki jest pierwotny, Boży projekt mężczyzny". Film-zwiastun poniżej:

piątek, 31 stycznia 2014

Judyta. Czym jest siła kobiety?

Kochane Dzielne! Chciałam Wam polecić niezwykłą pozycję dla kobiet (choć nie tylko dla kobiet) pt.: "Judyta. Czym jest siła kobiety". Myślę, że warto się z nią zapoznać. Zakupię jedną książkę do "Biblioteki Dzielnych Niewiast", będzie możliwość wypożyczenia. Niech Bóg coraz bardziej otwiera nasze kobiece serca na uzdrowienie prowadzące do wolności, do poznawania prawdy o nas samych i dostrzegania piękna, które On w nas złożył.

 Opis ze strony księgarni gloria24.pl:
"Nie potrzebujesz mężczyzny, aby być w pełni szczęśliwą! Brzmi interesująco? To nie pomysł feministki, ale Boga. 
Pierwotny projekt kobiety to piękna, wolna, niezależna, kompletna z tym, w co została wyposażona podczas stwarzania. Tymczasem dzisiejsze kobiety w poczuciu stłamszenia przez mężczyzn wynalazły feminizm i inne „waleczne postawy”, które sprawiają, że zamiast spełnioną kobietą, stają się żeńską wersją mężczyzny. Dlaczego to się popsuło i jak to naprawić? Posłuchaj o kobiecej sile na przykładzie Judyty – jednej z najbardziej niezwykłych kobiet kart Biblii (filmik-zwiastun poniżej).

piątek, 14 czerwca 2013

Żyć z klasą na przekór przeciwnościom!

Kilka dni temu pod jednym z wpisów pojawił się taki komentarz: "Ja także długo modliłam się o dobrego męża, przez ponad 10 lat. Wierzyłam, że Bóg pragnie mojego szczęścia, że nie pozwoli mnie skrzywdzić, że jeśli już kogoś spotkam, będzie to właściwa osoba i mój przyszły mąż.... Myślę, że ta modlitwa była na marne. Mam już prawie 30 lat, nie radzę sobie z moimi pragnieniami, nałogami, niechęcią do życia... Proszę o modlitwę. Nie wierzę już w miłość..."

Na samotność i cierpienie drugiego człowieka nie ma recept. Dlatego nie chcę ich tu dawać. Mogę jedynie podzielić moim osobistym doświadczeniem bycia kobietą niezamężną, a szczęśliwą. Kobietą spełnioną i radosną, zadowoloną z siebie i życia, aktywnie relegalizującą wytyczone cele. Brzmi dziwnie? Dla niektórych pewnie tak. Bo utarło się, że szczęście zarezerwowane jest tylko dla mężatek. Że kobieta, która nie wyszła za mąż, skazana jest na dożywotni smutek, rozpacz i łzy. A brak obrączki na palcu pozbawia ją poczucia wartości, godności i wewnętrznej harmonii (tak często myślą kobiety niezamężne!). A tymczasem to nie jest prawdą. Bo to nie mężczyzna jest w stanie zaspokoić najgłębsze pragnienia i tęsknoty naszych serc. Może zrobić to Ten, który te serca stworzył i ukształtował - Jezus.  A więc to Jemu najpierw trzeba się zawierzyć, zaufać, pozwolić się poprowadzić. W Nim odkryć swoją wartość, godność i piękno. Pozwolić, by On zaspokoił te z naszych pragnień, które prowadzą do wewnętrznego pokoju, do radości serca, do szczęścia duszy. By On przygotował nas do małżeństwa. Uwolnił od smutku, narzekania, lęku. Uczynił perłami. Wyposażone w taki pakiet, dopiero ruszajmy na podbój męskiego świata;) Ale nie szukajmy na siłę i nie zdobywajmy za wszelką cenę, bo to też nie ma sensu. Ks. Marek Dziewiecki odpowiadając na dylematy sercowe mojej koleżanki napisał tak:"Droga Pani. Chcę odpowiedzieć całkiem szczerze.Otóż małżeństwo jest sens zawierać tylko z kimś, kto Panią ujmie swoją miłością, wrażliwością, czułością, czystością, ofiarnością, zdolnością do zapominania o sobie, o swoich sprawach i nawykach ze względu na Panią i na bycie dla Pani darem. Ten obecny chłopak zupełnie nie spełnia tych kryteriów. I to nie tylko dlatego, że ma słabą więź z Bogiem, ale też dlatego, że marnie kocha (jedno jest ściśle związane z drugim). Znam bardzo szlachetnych młodych mężczyzn, ale nawet oni potrzebują pomocy stanowczej i świadomej swych wymagań kobiety, by ją zachwycić miłością. Jeśli nie spotka Pani kogoś takiego to też nie jest dramat. gdyż małżeństwo to nie jedyna forma wspierania się kobiety i mężczyzny. Wtedy ma Pani szansę realizować powołanie do miłości i świętości przez piękne więzi i przyjaźnie z porządnymi ludźmi. Dramatem jest tylko jedno: małżeństwo z kimś, kto nie kocha lub kocha za mało. Nic gorszego nie ma. Proszę być stanowczą i nie iść na kompromisy ze zdrowym rozsądkiem i z Pani marzeniami. Wspieram modlitwą. Szczęść Boże! Ks. Marek”.

czwartek, 23 maja 2013

Modlitwa nie idzie na marne... - świadectwo Oli

Kilka dni temu otrzymałam świadectwo Oli. Zgodziła się, by je tu zamieścić. By pokrzepić i zbudować innych. I uwielbić Boga w pięknych rzeczach, które czyni dla nas.

"Modlitwa nie idzie na marne. W odpowiednim czasie wyda odpowiednie owoce.Nie miałam nigdy problemu z rozeznaniem powołania. Już od dawna czułam wielkie pragnienie, by zostać żoną i mamą. Bardzo chciałam współtworzyć udane małżeństwo. A dobre małżeństwo zależy od znalezienia odpowiedniej osoby i bycia odpowiednią osobą. Starałam się zatem (i robię to nadal) pracować nad tym drugim. Gorzej było ze znalezieniem odpowiedniej osoby.

niedziela, 5 maja 2013

List do M.

Specjalnie dla moich drogich singielek, zamieszczam obiecany list, którym zamykałam wczorajszą konferencję. Słowa ks. Marka Dziewieckiego skierowane do mojej koleżanki w odpowiedzi na Jej życiowe dylematy:
"Droga Pani M.,
chcę odpowiedź całkiem szczerze. Otóż małżeństwo jest sens zawierać tylko z kimś, kto Panią ujmie swoją miłością, wrażliwością, czułością, czystością, ofiarnością, zdolnością do zapominania o sobie, o swoich sprawach i nawykach ze względu na Panią i na bycie dla Pani darem.
Ten obecny chłopak zupełnie nie spełnia tych kryteriów. I to nie tylko dlatego, że ma słabą więź z Bogiem, ale też dlatego, że marnie kocha (jedno jest ściśle związane z drugim).
Znam bardzo szlachetnych młodych mężczyzn, ale nawet oni potrzebują pomocy stanowczej i świadomej swych wymagań kobiety, by ją zachwycić miłością. Jeśli nie spotka Pani kogoś takiego to też nie jest dramat. gdyż małżeństwo to nie jedyna forma wspierania się kobiety i mężczyzny. Wtedy ma Pani szansę realizować powołanie do miłości i świętości przez piękne więzi i przyjaźnie z porządnymi ludźmi.
Dramatem jest tylko jedno: małżeństwo z kimś, kto nie kocha lub kocha za mało. Nic gorszego nie ma. Proszę być stanowczą i nie iść na kompromisy ze zdrowym rozsądkiem i z Pani marzeniami.
Wspieram modlitwą. Szczęść Boże! Ks. Marek”.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Że Ty i ja...

Że Ty i ja spośród tysięcy
mocno trzymamy się za ręce.
Niezwykły dzień, doniosła chwila.
I szept nieśmiały: miły... miła...
Odtąd już zawsze razem i wszędzie.
Tak miało być i niech tak będzie... /B. Leśmian/

Dla jednej z Dzielnych Niewiast - Beatki Dz. - ta niezwykła chwila nadejdzie już 18 maja 2013 r. o godz. 15.00 w kościele bł. Karoliny Kózki w Tychach. W tym dniu Beata i Adam pochwycą swoje ręce już na zawsze. Dzisiaj są szczęśliwi. Ale nie zawsze tak było, długo musieli na siebie czekać. Dziś Beatka ma 36 lat, Adam 39...
To pierwszy ślub wśród Dzielnych więc radość tym większa!
Beatka podzieliła się z nami tym, co teraz czuje:

piątek, 28 grudnia 2012

Dobra książka - 'Anielskie single'

Kiedy w wakacje 2011r. zadzwonił do mnie o. Paweł z pytaniem, czy nie chciałabym pisać bloga dla singli, zaniemówiłam. Kompletnie nie wiedziałam, o co chodziło. Nie było wcześniej żadnej rozmowy, żadnej sugestii ani wzmianki na ten temat. 'Dziwne...' - pomyślałam... Pisać bloga oczywiście nie chciałam. Z kilku powodów. Po pierwsze, kompletnie nie miałam pojęcia jak się to robi i z jaką skalą trudności jest to związane. Po drugie, nie lubię spędzać czasu przed komputerem w jakiejkolwiek formie. A po trzecie, na stworzenie czegokolwiek trzeba mieć jakąś wizję, ja jej wówczas nie miałam.

Drugie pytanie, które ojciec mi zadał było bardziej przyziemne - czy czytałam książkę Anielskie single. Odpowiedziałam, że nie. Na co usłyszałam: 'to przeczytaj'. Zaintrygowało mnie to. Na drugi dzień książka była przeczytana. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z ciekawszych pozycji, na jaką trafiłam w życiu. Poniżej kilka słów o książce (ze strony wydawnictwa HomoDei).